Przeskocz do tekstu
Czy wiesz że... Szubieniczna - to nazwa góry nad tunelem kolejowym. Stała tam kiedyś szubienica miejska.

Wpisy: 123»

PIERWSZA ROCZNICA STRONY.

Właściwie całkiem bym o niej zapomniał. Ale otrzymałem rachunek za przedłużenie dzierżawy serweradalsza część... »»

WZGÓRZE GRÓDEK - POCZĄTKI

Nad miasteczkiem wznosi się niewielkie wzgórze zwane Gródek.Widok na wzgórze Gródek z ulicy Wodnej.dalsza część... »»

PRAWA MIEJSKIE

Z dostępnych mi dokumentów nie można wyczytać wprost, kiedy Lewin otrzymał prawa miejskie. Być możedalsza część... »»

HERB MIASTA

Obecny herb gminy Lewin zatwierdzony został przez radę gminy po odłączeniu się od Kudowy na początku latdalsza część... »»

WŁAŚCICIELE MIASTA

Jak już była mowa wcześniej, osadę Lewinici i należące do niej tereny podarował król Przemysławdalsza część... »»

Kamienica nr 18.

Sporządzono dnia: 27.11.2007 roku

Jak już pisałem w innych rozdziałach, w roku 1772 Lewin został niemal całkowicie zniszczony przez pożar. Spłonął doszczętnie cały rynek i budynki na sąsiednich ulicach Braugasse (dzisiaj Okrzei) i Wassergasse (Wodna). Z drewnianej zabudowy rynku nie zachowało się praktycznie nic. Ocalały dalej położone budynki przedmieścia, dając czasowe schronienie pogorzelcom.

Odbudowa miasta trwałaby zapewne długo, gdyby nie pomoc króla Prus – Fryderyka Wielkiego. Był on właścicielem miasta. Znaczy to że podatki płacone przez magistrat i mieszkańców wpływały do jego osobistej kasy. Nic dziwnego więc że w trosce o własne przyszłe korzyści wyłożył znaczną sumę na odbudowę miasta i pomoc dla mieszkańców.

Tym razem nauczeni smutnym doświadczeniem Lewiniacy odbudowali rynek z kamienia i cegły. Z całej zabudowy wyróżnia się jednak budynek nr. 18*.

 Zdjęcie z roku 2004.

Dom pomyślany i zbudowany w bogatym stylu mieszczańskim należał do Josepha Straucha z Berlina – radcy kamery królewskiej. Ciekawostką jest że budynki sąsiednie nie mają własnych ścian ani dylatacji i są dużo niższe. Domyślam się że kamienica powstała jako pierwsza. Dopiero później i już bez takiego rozmachu dobudowywano pozostałe budynki.



Zdjęcie z roku 1920.

Od początku kamienica przeznaczona była na dom handlowy. Na starszych zdjęciach sprzed 1945 roku widać pięknie kute kraty w oknach na parterze. Jeszcze w latach 70-tych XX wieku można było zobaczyć wystające z drugiego piętra haki umieszczone nad wejściem do budynku. Służyły one do wciągania towaru do składów umieszczonych na piętrach. Dach budynku początkowo pokryty był gontem. Szybko jednak zmieniono pokrycie na wytrzymalszą dachówkę angielską. Bez zmian zachowała się ona do ostatniego pożaru w 1991 roku. Do dzisiaj widoczne są też bogate zdobienia frontu budynku motywem roślinnym. Nad drzwiami zachowały się inicjały właściciela – JS. A na szczycie domu widnieje namalowany przez nieznanego artystę obraz przedstawiający świętą rodzinę podczas ucieczki do Egiptu.

W swojej historii kamienica mieściła wiele różnych instytucji, a także zmieniała właściciela **. W pierwszych latach XIX wieku budynek kupuje rodzina Urban. W jej rękach pozostaje aż do końca II wś. Początkowe składy towaru przebudowywano i udostępniano do innych celów. Na parterze budynku mieściła się od początku XIX wieku poczta królewska. W 1860 roku przebudowano pomieszczenia pierwszego piętra tworząc około 80 mk. powierzchni dla szkoły powszechnej. W tych samych salach umieszczono potem szkołę tkactwa i haftu. Po wybudowaniu na początku XX wieku nowego budynku poczty w salach na parterze mieściły się do 1945 roku filia banku i ekspozytura miejscowej gazety.

 Zdjęcie z roku 1990.

Po wojnie dom przejmuje skarb państwa i przeznacza dla celów mieszkalnych. Długo były to pomieszczenia prywatnego gospodarstwa rolnego rodziny Wołowiec. Następnie przejął to przedsiębiorca prywatny i po remoncie przeznaczył na hotel. W 1991 roku budynek spłonął. Zabezpieczony prowizorycznie przez właściciela stoi pusto i ulega powolnej dewastacji. Obecnie urząd gminy czyni starania o przejęcie budynku. Prowadzone są jednocześnie poszukiwania nowego inwestora, który przywróciłby budynkowi dawną świetność.

 

* Budynek do 1945 roku miał inny numer. Według danych z roku 1937 był to nr 27.

** Ciekawostką jest również wymieniana przez mieszkańców nazwa „Dworek Chopina”. Według miejscowej legendy nocował w tym budynku Fryderyk Chopin podczas swego pobytu na Śląsku. Według moich wiadomości prawdy w tym niewiele. Chopin przebywał w pobliskich Dusznikach ( ówczesne Reinertz). Stamtąd podróżował w Góry Stołowe i do Nachodu oraz Kudowy. Ponieważ dyliżans pocztowy z Kłodzka kursował wtedy przez Lewin, mógł nasz muzyk przejeżdżając nadawać na poczcie jakieś listy lub nawet jeść tutaj śniadanie. Wykluczone jest jednak, aby mógł w tym domu mieszkać czy też tylko nocować.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

PIERWSZA ROCZNICA STRONY.

Sporządzono dnia: 07.05.2007 roku

Właściwie całkiem bym o niej zapomniał. Ale otrzymałem rachunek za przedłużenie dzierżawy serwera – księgowi nie zapominają.

A ta pierwsza rocznica istnienia strony jest dla mnie bardzo ważna. Daje okazję do podsumowania dotychczasowej działalności i zastanowienia się nad planami dalszego rozwoju.

04.05.2006 r po prawie trzymiesięcznych dyskusjach i przymiarkach – zarejestrowałem domenę www.lewinklodzki.pl . Stronę tworzyłem właściwie dla własnej satysfakcji. Chciałem pokazać Lewin taki, jak ja go pamiętam. No i chciałem oczywiście pochwalić się rosnącym zbiorem widokówek tego miasteczka. Nie wiedziałem że tak wielu ludzi się tą stroną zainteresuje. W ciągu roku zarejestrowaliśmy ponad 55 tysięcy wyświetleń. Daje to średnią 150 osób dziennie. Jak dla mnie to zaskakująco duże zainteresowanie. Ale znaczy to również że Lewin ma wielu wielbicieli i strona jest potrzebna.

Otrzymałem w ciągu roku sporo wiadomości od ludzi z całego świata. Zarówno od byłych mieszkańców Lewina, jak i od turystów, którym to miasteczko zapadło w pamięć. Dziękuję za wszystkie uwagi – zarówno te krytyczne jak i te pochwalne. Na pewno niektóre z tych pomysłów postaram się wykorzystać. Mam nadzieję że nadal będę podobne wiadomości otrzymywał. A może ktoś z mieszkańców lub byłych mieszkańców zdecyduje się nadesłać jakieś swoje wspomnienia? Chętnie takie informacje zamieszczę na tej stronie.

Strona nie zmieni jednak swojego charakteru. Nadal pozostanę przy nastroju nostalgiczno – wspomnieniowym, nie mieszając się w wydarzenia współczesne i politykę lokalną. Na pewno nie założę też forum, czego domagali się niektórzy czytelnicy. Od informacji bieżących jest oficjalna strona gminy. Tam też istniało forum, które zamknięto z powodu małej frekwencji. Ja pozostanę przy prezentacji historii miasteczka i okolicznych wiosek.

Moje szczególne podziękowania i wdzięczność należą się panu Tomaszowi Woś. Jest on autorem całej grafiki i cały czas pilnuje, aby strona działała bezawaryjnie. Mam nadzieję panie Tomku że nasza współpraca nadal będzie tak owocna jak dotychczas.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Czeski pociąg pancerny w Lewinie?

Sporządzono dnia: 02.03.2007 roku

Już jako dziecko słyszałem powtarzane półgłosem informacje że współpraca pomiędzy ”bratnimi narodami socjalistycznymi” nie układała się tak dobrze jak podawały źródła oficjalne. Mówiło się między innymi o niewielkiej wojence Czesko- Polskiej o kotlinę kłodzką i o czeskim pociągu pancernym jadącym na Kłodzko. Jako dzieciak nie interesowałem się takimi sprawami, ale informacja ta gdzieś w pamięci mi pozostała.

Sprawa była prawdopodobna. Niejednokrotnie natknąłem się na informację że Czesi rościli pretensje do tych terenów. Po opanowaniu kotliny kłodzkiej przez armię radziecką w niektórych miastach urzędowało w pierwszych dniach trzech burmistrzów. Zgłosili się do pracy dotychczasowi burmistrze niemieccy, ale także wyznaczeni przez nowe władze przedstawiciele polscy i czescy. Warunki dyktował wtedy Stalin i czeskich funkcjonariuszy szybko odwołano.

Kilka lat temu starałem się sprawdzić w internecie te pogłoski. Znalazłem tam informacje wykluczające możliwość takiego ataku zbrojnego na terytorium Polski. Dowód był w zasadzie jeden i na dodatek pośredni. Według dostępnej nawet dzisiaj informacji, most kolejowy na rzece Metuji istniał tylko dwa tygodnie i zniszczony został przez wycofujące się oddziały niemieckie w maju 1945 roku. Sprawa przestała mnie więc interesować.

Do tematu wróciłem dopiero przy okazji badania historii wiaduktu. Próbując ustalić konkretną datę ukończenia budowy natrafiłem na książkę Przemysława Dominasa: „Koleją z Kłodzka do Kudowy Zdroju”. Autor dokładnie opisuje historię tej linni kolejowej i wszelkie związane z nią działania. Zamieszcza też historię mostu granicznego ze zdjęciami, a także opis incydentu granicznego z udziałem pociągu pancernego.

Według Pana Dominasa projekt połączenia kolejowego Kłodzko-Nachod powstał jeszcze w XIX wieku. Nie został zrealizowany, bo przeszkodziła I wojna światowa, a potem zabrakło pieniędzy. Z obu stron podciągnięto do rzeki granicznej odcinki torów, ale do 1939 roku nie wybudowano mostu. Drewniany most łącznikowy postawiono dopiero po koniec wojny siłami pracowników przymusowych. Został oddany do eksploatacji w dniu 20 kwietnia 1945 roku. Linię wykorzystano do ewakuacji wojsk niemieckich. Mostu jednak wtedy nie zniszczono.

Sprawa Czeskich roszczeń do terenu kotliny kłodzkiej jest raczej znana. Nieznane są natomiast pozadyplomatyczne działania władz obu krajów. W czerwcu 1945 roku władze Czeskie podjęły zdecydowane działania wojskowe. Jednostki Czeskie ruszyły z kierunku Międzylesia i Nachodu i wtargnęły do kotliny kłodzkiej na głębokość 10-12 kilometrów. Przybyły z Nachodu pociąg pancerny opanował stację kolejową w Lewinie. Zaalarmowana strona polska skierowała w rejon Kłodzka 27 pułk10 dywizji piechoty. Utworzony w Kłodzku sztab miał za zadanie opanowanie sytuacji i wyparcie wojsk czeskich poza granicę kraju. Rozpoczęto też energiczne działania dyplomatyczne. W ich wyniku rząd Czechosłowacji uznał działania wojskowe za samowolę i w dniu 15 czerwca wojska czeskie zostały wycofane.

Tyle mówią dzisiaj oficjalne dokumenty rządowe. Według niepotwierdzonych ustnych przekazów pociąg pancerny dotarł do stacji kolejowej w Dusznikach. Spór rozstrzygnięty zaś został przez przysłanego samolotem z Legnicy oficera radzieckiego. Rozmowa była ponoć krótka. Rosjanin wytrzaskał po gębie dowódcę czeskiego oddziału i pociąg pancerny zawrócił do Nachodu. Od tamtych wydarzeń minęło już ponad 60 lat. Prawdy o zdolnościach mediacyjnych tego „rosyjskiego rozjemcy” już raczej nie poznamy. Pozostaje nam tylko powtarzanie tego jako anegdotki z okresu wprowadzania władzy polskiej na terenie „ziem odzyskanych”.

Wracając do historii linii Kudowa-Nachod dodać trzeba że nigdy po wojnie nie uruchomiono normalnego ruchu pasażerskiego na tej trasie. Po tamtych wydarzeniach nie było jakoś po obu stronach chęci współpracy, a i most w końcu był wojenną prowizorką. Nie wiadomo kto i kiedy usunął tory łączące obydwa państwa. Most graniczny został ostatecznie zdemontowany przez jednostkę inżynieryjną z Pardubic w 1948 roku. I na tym zakończyła się historia połączenia kolejowego z Kudowy do Nachodu. Dzisiaj linia kolejowa kończy się w Kudowie Zakrze. Po łączniku granicznym i stacji Kudowa Słone pozostały jedynie wspomnienia i widoczne na niektórych odcinkach kształty nasypów.

 

Opracowałem na podstawie książki Przemysława Dominasa: „Koleją z Kłodzka do Kudowy Zdroju”.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

Opieka społeczna w Lewinie.

Sporządzono dnia: 08.07.2006 roku

Wbrew nadziejom i oczekiwaniom niektórych osób nie będzie to artykuł o działalności obecnego punktu Opieki Społecznej w Lewinie. Słyszę co prawda różne o tej działalności opinie, ale mnie interesuje raczej historia i tradycje opieki społecznej w miasteczku.

Jak w każdym mieście i w każdych czasach, były w Lewinie osoby biedne, chore, lub po prostu nie radzące sobie w życiu. Pierwszy przytułek dla biednych powstał z inicjatywy księdza Adama Jordana w 1601 roku.

Sama postać księdza Jordana również jest dosyć ciekawa. Był księdzem wyznania augsburskiego i w roku 1582 został proboszczem parafii Lewin. Pełnił tą funkcję do 1602 roku. Odwołany ze stanowiska w roku 1602 roku na podstawie edyktu cesarskiego z 1600 roku, zostaje w 1610 roku pierwszym proboszczem w ufundowanym przez cesarza kościele ewangelickim w Lewinie. Co się z nim działo przez te osiem lat – historia milczy.

Przytułek założony przez Adama Jordana znajdował się przy Niedergasse /dzisiejsza Nad Potokiem/. Ziemię pod zabudowę podarował miastu Adam Jordan. On też opłacił koszta budowy i ustanowił pierwszy fundusz na utrzymanie przytułku. Fundusz ten rozrósł się dzięki kolejnym darowiznom mieszczan i 100 lat po założeniu wynosił już 1440 Guldenów.

Pierwszy przytułek służył miastu 170 lat. Według opisu Koglera był to stary/ w czasach Koglera – a więc około 177o roku/ drewniany, grożący zawaleniem niski budynek o dwóch izbach. Nie przetrwał zresztą pożaru miasta w 1772 roku. Z posiadanego kapitału miasto będące zarządcą fundacji wybudowało nowy obiekt przy Nerbotinerstrasse /dzisiaj Topolowa/. Pomieszczono w nim szpital miejski, dom starców i przytułek dla biednych. Budynek oddano pod opiekę zakonnicom z istniejącego w Lewinie zakonu Elżbietanek. Zakon odpowiadał za szpital do nacjonalizacji w 1946 roku. Po II Wś. budynek przejęło państwo i umieściło tam poradnię zdrowia. Obecnie również znajduje się w nim prywatna przychodnia lekarska.

Nie była to jednak jedyna forma pomocy. W roku 1743 Georg Stanke – kupiec i Burmistrz Lewina ustanowił w swoim testamencie fundusz stypendialny dla młodzieży z biednych rodzin uczącej się w Kłodzkim seminarium. Fundacja opłacała za nich mieszkanie, czesne i koszt odzieży. Działała do końca II wojny Światowej. Kopia tego dokumentu znajdowała się do 1945 roku w archiwum Parafii Lewin. Nie wiem czy jest tam obecnie, ponieważ nie mam dostępu do archiwów kościelnych.

Kolejny fundusz stypendialny założył urodzony w Lewinie Mauritius Martini, wikariusz generalny arcybiskupstwa w Pradze. Fundusz pokrywał młodzieży z Lewina koszta trzyletnich studiów teologicznych na Alumnacie w Pradze. Ta fundacja jednak z rozkazu cesarza Józefa II została wchłonięta przez ogólny fundusz religijny.

Z powyższych przykładów rysuje się całkiem inny niż obecny obraz miasta. Lewin był prężnym, dobrze zagospodarowanym i dbającym wszechstronnie o swoich mieszkańców miastem. Szkoda tylko że wszystko to jest już jedynie znaną małej garstce ludzi historią.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry

RATUSZ MIEJSKI

Sporządzono dnia: 13.01.2010 roku

Zawsze dziwiło mnie że Lewin – jedno z najstarszych miast w Kotlinie Kłodzkiej – nie ma rynku z położonym w centralnym miejscu ratuszem. Było w średniowieczu zwyczajem stawianie ratusza w środku placu z czworoboczną zabudowa wokół ratusza. Dlaczego Lewin się z tej zasady wyłamał? Pozostawało to dla mnie tajemnicą.

Początkowo sądziłem że przyczyną takiej zabudowy jest położenie rynku na zboczu wzniesienia i trudności z postawieniem budynku na takim terenie. Ale przeczył tej teorii najstarszy posiadany przeze mnie obraz Lewina. Na sztychu z roku 1736 przedstawiony jest Lewin z lotu ptaka. Widnieje na nim zabudowa podobna do dzisiejszej. Domy są oczywiście drewniane. Budynki murowane powstały dopiero po ostatnim wielkim pożarze w 1772 roku. Ale na sztychu przedstawiony jest browar umieszczony wewnątrz kwadratu rynku – w jego wschodniej części. Częśc centralna i zachodnia nadal pozostawała pusta. Czyżby więc browar był dla ówczesnych mieszkańców ważniejszy od ratusza?

I znowu pomoc znalazłem w opracowaniach Koglera. Pisze on że 08.09.1703 roku wybuchł w Lewinie kolejny duży pożar, który strawił ratusz i niemal cały rynek. W roku 1706 odbudowano rynek stawiając w czworoboku 30 domów, między innymi również ratusz. Wybór tego miejsca był zwykłą koniecznością. Była to po prostu jedyna działka będąca własnością miasta.

W czasach Koglera było jeszcze widać na środku rynku kamienny czworobok fundamentów starego ratusza. Z upływem czasu ślady te uległy zatarciu.

W 1775 zlecono majstrowi murarskiemu Müllerowi z Kłodzka wybudowanie nowego masywnego ratusza . ustawiono też wtedy na wieży zegar. Uległ on co prawda pożarowi w 1772 roku, ale w 1780 roku został wyremontowany i służy praktycznie bez przerwy do 1945 roku. Powojenne naprawy zegara i jego działanie są już tematem na całkiem osobną opowieść.

Na parterze ratusza znalazły pomieszczenie Urząd Celny i  Skarbowy oraz piwiarnia w której sprzedawano produkowane w mieście piwo. Na piętrze znajdowała się sala posiedzeń rady miejskiej, areszt miejski i dwa małe pokoje które zajmował zawsze aktualny dzierżawca browaru.

W miejscu dawnego ratusza stały przez kilkadziesiąt lat drewniane baraki pełniące rolę straganów i magazynów podczas jarmarków włókienniczych. Potem poprowadzono ukośnie ulice i wybudowano fontannę. Wszelki ślad po zajmującym centralne miejsce ratuszu zaginął.

Sporządził: Witold Kisza

Do góry
Zaluguj